O tym jak Puff Daddy zmienił muzykę na zawsze

Przełom lat 80-tych i 90-tych przyniósł ze sobą swoistą rewolucję w geografii amerykańskiego hip hopu. Wściekle broniona przez protoplastów z Wielkiego Jabłka pozycja hegemona gatunku przestawała stanowić niepodważalny fakt, ustępując rosnącej w zabójczo szybkim tempie popularności liderów agresywnego gangsta rapu z Zachodniego Wybrzeża. Podczas gdy artyści tacy jak LL Cool J, Big Daddy Kane czy Kool G Rap wciąż odtwarzali znane już od kilku lat patenty muzyczne, potęgom takim jak Ruthless czy Death Row kończyło się miejsce na ścianach na kolejne platynowe płyty. Źródło sukcesów raperów pokroju Dr’a Dre, Eazy’ego-E czy Snoop Dogga  wydawało się zaskakująco oczywiste – materialistyczne, gloryfikujące przemoc i niebezpieczny tryb życia teksty podszyte bujającymi g-funkowymi podkładami przyjmowały się wśród młodzieży o wiele lepiej niż jazzowe i afrocentryczne popisy MC’s z Nowego Jorku. Można sobie tylko wyobrazić rozdrażnienie east-coastowej publiczności, która jeszcze do niedawna mogła obnosić się dumnie z faktem, iż hip hop narodził się gdzieś pomiędzy Queensbridge, a Bronxem. Nie bez przyczyny “Fuck Compton” Tim Doga zdobyło szturmem status jednego z największych hitów hip hopowego podziemia w 1990 r. Mimo to, należało obiektywnie przyznać, że dopóki Wschodnie Wybrzeże nie zrodzi sukcesu na miarę “Doggystyle”, dopóty musi siedzieć z podkulonym ogonem. Mało kto zdawał sobie wtedy sprawę, że nadzieję przyniesie pewien sporych rozmiarów jegomość, jednak zacznijmy od początku.

 

21-letni Sean Combs dopiero co ukończył staż w Uptown Records, a już zaczynał snuć plany o własnej wytwórni. Praca z takimi gwiazdami jak Mary J. Blidge czy Jodeci oraz poważny street credit, podparty między innymi autorytetem Heavy’ego D, pozwoliły mu ustawicznie wypracowywać pozycję muzycznego guru swojej dzielnicy. Regularnie wyprawiane domówki i dzikie koncerty sprawiły, że Combs zbudował wokół siebie otoczkę kogoś “kto zna wszystkich”. Może to właśnie ta rosnąca lokalna sława, a może jego ognisty temperament przesądziły ostatecznie o jego zwolnieniu z macierzystej wytwórni – tytułujący się od teraz mianem Puff Daddy’ego wizjoner nie miał czasu zaprzątać sobie głowy takimi bzdurami. Odkąd usłyszał demo Biggie’go Smallsa, wiedział, że trafił na życiową okazję, która zrobi z niego milionera. Noszący ksywkę zapożyczoną z filmu “Let’s Do It Again” Biggie miał zaledwie 19 lat, gdy mógł się poszczycić kartoteką policyjną znacznie grubszą  niż cała reszta ulicznych dilerów z Bed Stuy. Christopher Wallace, bo tak brzmiało jego prawdziwe imię i nazwisko, traktował rap jako odskocznie od codziennego upychania cracku w swojej rodzinnej dzielnicy. Każdy kto miał okazję usłyszeć jego freestyle wiedział, że ten ważący grubo ponad 100 kg nastolatek miał “to coś”. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, Biggie trafił na samego Master’a Cee, który jako ceniony DJ miał wtyki tu i ówdzie. Nagrane wspólnie demo momentalnie sprawiło, że młody raper wylądował w kolumnie Unsigned Hype magazynu The Source i, co ważniejsze, na radarze Combs’a. Puff nie mógł doczekać się poznania młodego MC. Wiedział, że jako początkujący wydawca nie mógł zaoferować niczego poza obietnicą. Wiedział też, że Biggie był jego jedyną szansą – jaki inny posiadacz wielkiego talentu chciałby pracować z raczkującym labelem, bez żadnego zaplecza ani wielkich możliwości? Los chciał, że zaiskrzyło. Początkowo sceptyczny Chrisopher rzucił w końcu dilerkę i wyruszył na podbój lokalnych klubów. W międzyczasie Comb’s gorączkowo kombinował na wszystkie sposoby, tylko po to by móc oficjalnie zakotwiczyć artystę oficjalnym kontraktem i umożliwić mu nagranie albumu. Nie było łatwo, jednak ciężka praca się opłaciła. W finezyjny sposób sprezentował Biggiemu i Craig Mackowi kontrakty w McDonaldowych pudełkach z napisem “Big Mac”. Wszystko było gotowe – pieniądze, studio, producenci (w tym Dj Premier, Lord Finesse i sam Easy Mo Bee). Solówka Biggie’go zatytułowana została “Ready to Die”, a jej tematyka miała obracać się wokół ulicznego życia dilera, który po wielu życiowych turbulencjach i depresji zostaje nastoletnim multimilionerem. Problemem było tylko (i aż!) wypromowanie rapera na skalę krajową, co przy ówczesnej dominacji LA wydawało się ultratrudnym zadaniem.

 

Trudno określić kiedy dokładnie Puff Daddy wpadł na pomysł, który nie tylko zrobił z Notoriousa Big’a globalną gwiazdę, a przede wszystkim odmienił oblicze muzyki, lecz miało to miejsce gdzieś na przełomie roku 93/94. Podczas sesji nagraniowych w pokaźnym gronie producentów, inżynierów dźwięku i członków Junior Mafia, Puff zwrócił uwagę na surowy i gangsterski klimat dotychczasowo nagranych utworów (np. Machine Gun Funk), które w przyszłości miały stworzyć podwaliny mafioso rapu, z którego tak mocno czerpało Rocafella przez następną dekadę. Oczywistym wydawało się, że bez mocnego singla, który podbije stacje radiowe, debiut Biggie’go będzie tylko kolejną płytą, która przepadnie w natłoku wydawnictw z fali Golden Era. Żeby temu zapobiec, Puffy i Poke z Trackmasters przygotowali funkowo-popowy podkład na bazie sampla z hitu Mtume „Juicy Fruit”. Jak okazało się po latach, sam loop został podkradziony innemu kultowemu producentowi z NYC, Pete Rock’owi. Kiedy Notorious usłyszał bit, stwierdził, że nagrywanie tego typu utworów ośmieszy go w oczach hardcore’owej publiki, przyzwyczajonej do bezkompromisowego brzmienia. Mimo to, jego ambicje wzięły górę i po kilku godzinach ostrej imprezy i pisania, tekst do „Juicy” był gotowy. „It was All the dream/ I used to read a Word Up Magazine/Salt’n’Pepa and Heavy D up in the limousine” stały się najsłynniejszymi linijkami otwierającymi w hip hopie. Singiel z miejsca podbił listy przebojów, dotarł do 27 miejsca zestawienia Billboard Hot 100 i sprzedał się w ilości przekraczającej 600 tyś. egzemplarzy. Sposób, w jaki kawałek ten podbił sprzedaż „Ready to Die” był co najmniej spektakularny – krążek pokrył się poczwórną platyną w samych Stanach Zjednoczonych. Prowadzi to do pewnej konkluzji – dopiero Puff Daddy wymyślił panujący przez następne 20 lat schemat, który zakładał, że dobry album hip hopowy musi posiadać singiel, który nada się do radia. Dziś obserwujemy odejście od tej metody, ze względu na rewolucje streamingową, która sprawiła, że radio i dominacja na listach przebojów nikomu do niczego nie jest potrzebna. Rewolucyjny pomysł Puffa dał jednak podłoże pod imperium Bad Boy i pomógł wypłynąć niezliczonej rzeszy artystów.

 

Dziś majątek Puff Daddy’ego szacowany jest na 820 milionów dolarów. Artysta posiada własną stację telewizyjną Revolt, linie odzieżową Sean Combs, markę alkoholu Ciroc i wytwórnie muzyczną Bad boy.