Patrząc na życie przez różowe okulary

(Nie)doceniana miłość

Wielcy ludzie tworzą rzeczy wielkie. Z pewnością. Gdy jednak podejrzymy proces powstawania owych ,,wielkich rzeczy”, okazuje się często, że nie tylko powstały one przypadkowo, ale też zupełnie nic nie zapowiadało przyszłego sukcesu. Było i tak w przypadku piosenki ,,La vie en rose” Edith Piaf.

Wieczór 1944 roku. Kochliwej Piaf, zadurzonej akurat w pewnym Amerykaninie, chodzą po głowie słowa ,,Quand il me tient dans ses bras” (,,Gdy on trzyma mnie w ramionach”). Towarzyszy im krótka melodia. Rok później z pomocą Marianne Michel i Louisa Guglielmi powstaje cała piosenka.

Muzycy towarzyszący piosenkarce nigdy nie przypuszczali, że utwór może odnieść sukces. Odradzali jego wykonanie, sądząc, że nie dorasta on jej dotychczasowemu dorobkowi do pięt. Na szczęście, Edith postawiła na swoim i w 1946 roku został on wykonany na żywo po raz pierwszy. W niedługim czasie okazało się, że był to zapalnik dla jej międzynarodowej kariery. Wydany jako singiel w 1947 roku sprzedał się w 10 milionach egzemplarzy w Stanach Zjednoczonych. Podbił też muzyczne rynki innych krajów, będąc pierwszym najlepiej sprzedającym się singlem w 1948 we Włoszech i dziewiątym w 1949 roku w Brazylii.

 

 

(Nie)zwykłość w codzienności

Co jednak sprawiło, że utwór, natchniony przez jedną z wielu miłostek znanej pieśniarki, wykonywany jest nieprzerwanie od 70 lat? Wydaje się, że początkowo kluczem do sukcesu była leniwa melodia, która niczym polarowy koc otula słuchacza, umożliwiając zatopienie się w sennych marzeniach. Świadczy o tym m.in. wykonanie Louisa Armstronga, który z całości utworu zagarnął melodię w całości, ale tylko jeden wers tekstu – tytułowe ,,La vie en rose”.

 

 

Dalsze wykonania wskazują jednak, że melodia może i w tym przypadku schodzić na dalszy plan, ustępując miejsca tekstowi. Tekstowi, który w sposób bardzo poetycki traktuje o zwyczajnej miłości. O zwyczajnej, bo ,,mówi mi (…) słowa zwyczajne, codzienne” (,,Des mots de tous les jours”), ale wciąż niesłychanie uszczęśliwiającej – ,,szczęśliwi, szczęśliwi na zabój” (,,Heureux, heureux à en mourir”). To właśnie te słowa sprawiają, że Grace Jones płacze za każdym razem, gdy wykonuje swoją wersję tego utworu, utrzymaną w konwencji disco lat 70.

 

 

(Nie)obojętny XXI wiek

Patrząc na teksty popularnych piosenek XXI wieku, wydawać by się mogło, że tak nasycony staromodnym romantyzmem utwór jak ,,La vie en rose” przejdzie do lamusa. Że zobojętniałe na poezję odbiegającą od sloganu ,,sex sells” środowisko nie strawi cukierkowego podejścia do miłości. Nic bardziej mylnego.

W XXI wieku bowiem piosenka ta przeżywa prawdziwy renesans, będąc wykonywaną nie tylko przez gwiazdy formatu Andrei Botticellego, ale też wykonawców słynących z bardziej ,,nowoczesnego” podejścia do muzyki, takich jak Lady Gaga czy Madonna.

 

 

I Francja nie zapomniała swojego dziedzictwa – utwór wzięła na warsztat między innymi popularna piosenkarka Zaz. W 2014 roku wzbudził on również ogromne emocje pośród widzów francuskiego ,,Mam Talent”, gdy 8-letnia uczestniczka programu wzruszyła miliony swoim bezpretensjonalnym, urzekającym wykonaniem.

 

 

Największym jednak ,,smaczkiem” we współczesnej popkulturze jest użycie piosenki w filmie bądź serialu. XXI wiek wzbudził bowiem do życia również wersję Louisa Armstronga, kiedy to w 2014 roku, w jednym z kluczowych momentów jednego z najpopularniejszych seriali dekady – ,,Jak poznałem waszą matkę”, tytułowa matka wykonuje utwór na ukulele. Od tego czasu portal YouTube zalewany jest nie tylko filmikami, w których użytkownicy pokazują swoje wykonania, ale także filmikami instruktażowymi, pokazującymi, jak go zagrać na tym instrumencie. Całość internetowego poruszenia utworem pokazuje, że początkowo niedoceniany utwór może wpłynąć na słuchaczy nawet i 70 lat później.