Tam gdzie kończą się wszystkie muzyczne historie, czyli VAPORWAVE

Vaporwave. Zjawisko internetowe, które jedni nazywają sztuką a inni wybrykiem tzw. milenialsów. Któż bowiem tęskniłby za latami osiemdziesiątymi i dziewięćdziesiątymi bardziej niż ci, którzy ich nie pamiętają? Któż krytykowałby korporacjonizm, globalizację, nowoczesny kapitalizm i nieodłączny temu konsumpcjonizm, jak nie ci, którzy się jeszcze sami nie utrzymują i niewiele wiedzą o świecie? A któż inny krytycznie by się o tym fenomenie wypowiadał, jak nie ci, którzy nie radzą sobie z przekroczeniem trzydziestki? Nie o kryzysach jednak dzisiaj będzie mowa, lecz o psychodelicznych kwiatkach rosnących na wyjątkowo żyznym gruncie. Kreatywność – podobnie jak wiele innych ludzkich przywar – jest nieskończona, a w dobie powszechnego dobrobytu każdy może odpalić na swoim komputerze Audacity i spowolnić wycięty fragment utworu, którego słuchać w oryginale by nigdy nie zamierzał.


(oryginał: Micheal Jackson – Off The Wall 1979)

Istnieją także utwory, kompilacje, a nawet pełnoprawne albumy, które powstały z sampli pochodzących z rozmaitych pozornie niezwiązanych źródeł takich jak utwory z gatunków smooth jazz, elevator music, italio disco, itp. Przykładem takiego dzieła może być Blank Banshee-0, któremu przypisuje się zapoczątkowanie gatunku.

Na obecnym etapie rozpowszechnienia, po kilku latach, nie możemy już rozmawiać o tym jak o ciekawostce. Skoro pojawili się ludzie starający się opisać vaporwave jako muzyczny gatunek (a nie o samej muzyce mowa) – pozwolę sobie zauważyć, że są to głównie tacy, którzy sądzą, że wszystko w internecie dzieje się na poważnie –  to znaczy, że mamy do czynienia z poważnym elementem kultury internetowej, która ma nawet swój własny hymn!


(oryginał: Diana Ross – It’s your move 1984)

Teraz już chyba jesteście przekonani, że to nie może być żart. Rzeczywiście można nabić kilka-kilkadziesiąt milionów wyświetleń w serwisie YouTube, stosując parę prostych technik: tytuł napisany czcionką o pełnej szerokości znaków, egzotyczny wtręt w postaci japońskich znaków (najpewniej skopiowany z Tłumacza Google) no i oczywiście AESTHETICS. Łatwo da się zaobserwować kolorowe filtry, kolaże przedstawiające okna Windows 95 oraz antyczne rzeźby z modelami 3D radosnych delfinów w tle, wszystko to oprószone licznymi graficznymi gliczami, a całość skompresowana do jakości zdartej taśmy VHS. Tylko tyle?


(oryginał: P.E.P.E.- Shadilay 1986)

A może to właśnie doskonały środek artykulacji niepokojów, które rodzą się w głowach przyszłych ofiar akceleracjonizmu. Może vaporwave to obraz, będący skutkiem ubocznym dystopijnych snów i depresyjnych stanów, znudzonych wszechobecnym dostatkiem u konsumentów, którzy za pomocą satyrycznych ozdobników wyśmiewają wszystko, wobec czego odczuwają bezradność.


(oryginał: HOME – If I’m wrong)

Niezależnie od tego, czy potraktujemy to jako mem, ironiczny majstersztyk, czy stratę czasu, czasem nie możemy uciec od wewnętrznego lęku życia w zamknięciu w starej, przykurzonej dyskietce.