Witajcie w dżungli!

„Appetite for Destruction” to absolutnie doskonały, przepełniony seksem, brudem i hektolitrami alkoholu album, który swoją premierą wyznaczył nowy, jeszcze ostrzejszy i szybszy kurs, którym równie szybko miał zacząć podążać rock and roll. To chaotyczna mieszanka wulgarności, rwanych dźwięków i przemysłowej ilości narkotyków, która obiecuje nam wycieczkę po najgorszych zakamarkach Ameryki przełomu lat 80 i 90, a zaczyna się w niepokojąco wymowny sposób – chłopcy i dziewczęta, witajcie w dżungli!

 

Muzycy Guns N’ Roses znali ten worgi intruzom, miejski ekosystem od podszewki – budząc się rano na heroinowym kacu w zapyziałym garażu lub pobliskim rynsztoku, desperacko szukali w kieszeniach ostatniego dolara, który pozwoliłby im zakupić najtańsze, za to dobrze poniewierające wino (o czym, swoją drogą, mówi inny kawałek na płycie – „Nightrain”), w międzyczasie dochodząc do wniosku, że półnaga dziewczyna śpiąca obok pijanym snem wygląda zdecydowanie za młodo. Czas między poszczególnymi pijatykami, przypadkowym seksem i narkotycznymi jazdami poświęcali muzyce – nieprzebyta dżungla Los Angeles wymieszała w swoich trzewiach absolutnie wybuchowy koktajl, który w krótkim czasie eksplodował na cały rock and rollowy świat.

 

Wszystko zaczęło się jednak o wiele wcześniej, w 1980 roku, kiedy Bill Bailey, na długo przed przyjęciem scenicznego nazwiska Axl Rose, po raz pierwszy pojawił się w Nowym Jorku ze swoim kumplem Paulem. Młodzi, 18-letni chłopcy wysiedli na poboczu autostrady, gdzie przejeżdżające samochody wyły na nich klaksonami, podczas gdy oni desperacko próbowali znaleźć zejście. Znalazłszy zejście dla służby drogowej, znaleźli się w środku prawdziwego tygla kultur i ras – dookoła widzieli masy ludzkie o wszelkich kolorach skóry: z Dominikany, Portoryko i Haiti, a także Muzułmanów, Hindusów i Czarnych. Wydawało się wręcz, że są jedynymi białymi w okolicy, jakby ich długie włosy, podarte dżinsy i długie kowbojki wyróżniały ich niewystarczająco dobrze. Betonowe slumsy były wypełnione graffiti na ścianach, na chodnikach dzieciaki tańczyły breakdance, zaś hiphopowa muzyka mieszała się z odgłosem ruchu ulicznego z niedalekiej autostrady, obco brzmiących języków i ewidentnie nieprzyjaznych komentarzy tubylców.

 

Ich rosnące zakłopotanie doskonale rozpoznał kręcący się po okolicy staruszek, który ruszył w ich kierunku, rzucając gniewnym wzrokiem na młodego Axla i jego kolegę. Znalazłszy się odpowiednio blisko, gardłowym głosem wykrzyczał:

– WIECIE, GDZIE JESTEŚCIE?!

Chłopcy zaniemówili.

– PYTAŁEM, CZY WIECIE, GDZIE, KURWA, JESTEŚCIE?!

– Próbujemy dostać się do…

– JESTEŚCIE W DŻUNGLI, MALUCHY! ZGINIECIE TUTAJ!!!

 

You know where you are?! You’re in a jungle baby! You’re gonna die!!!

Tak właśnie rozpoczęła się legenda Guns N’ Roses.