Bob Marley – No Woman, No Cry

Robert Nesta Marley, szerzej znany na całym świecie jako Bob Marley to symbol muzyki reggae i ruchu Rastafari. Solowo oraz działając z grupą The Wailers, stworzył wiele utworów, które na przestrzeni lat urosły do rangi kultowych. Ilość jego sprzedanych krążków szacuje się na 75 mln egzemplarzy, a i tak Marley jest uważany za uosobienie prawdziwości i szczerości w branży muzycznej. Jamajczyk posiadał fanów również wśród innych artystów, którzy chcąc oddać mu hołd i sprawdzić się w odmiennym repertuarze, coverowali jego przeboje. Jednym z nich jest nagrany w 1975 roku, ponad siedmiominutowy hit „No woman, no cry”.

W wersji demo kawałek został nagrany w stylistyce gospel. Wiodącym instrumentem było pianino, jednak w takiej postaci utwór nigdy nie został opublikowany. Ostateczna forma studyjna pojawiła się na płycie „Natty dread” zespołu Bob Marley & The Wailers. Najbardziej popularna jest jednak wersja koncertowa. Umieszczona na albumie „Live!”, jako jedno z wykonań zarejestrowanych podczas koncertu w londyńskim Lyceum Theatre w 1975 roku. Utwór, który w tej odsłonie wersji magazyn „Rolling Stone” w 2004 roku umieścił na 37 miejscu w rankingu najznakomitszych piosenek wszech czasów, doczekał się wielu ciekawych interpretacji.

Już dwa lata po nagraniu oryginału, znany na całym świecie zespół Boney M. przedstawił słuchaczom swoją wersję kawałka Marleya. Grupa na co dzień wykonująca muzykę z pogranicza popu i eurodisco, zaprezentowała utwór w dosyć wesołej, tanecznej odsłonie. Piosenka Marleya sprawdziła się w takiej interpretacji. Wraz z takimi przebojami jak „Daddy cool” czy „Sunny” pomogła dotrzeć ich debiutowi, płycie „Take the heat off me” do pierwszego miejsca sprzedaży w takich krajach jak Norwegia czy Szwecja.

Wielu soulowych i jazzowych artystów podejmowało się coverowania „No woman, no cry”. Jedną z takich osób była Nina Simone, czarnoskóra fortepianistka z Karoliny Północnej. Swoim ciepłym, acz oryginalnym głosem nadała piosence Marleya ciekawego, soulowego klimatu. Wersję Pani Simone można znaleźć na reedycji jej ostatniego albumu pt. „A single woman”, wydanym w 1993 roku, a ponownie zreedytowanym piętnaście lat później. Na wznowionej wersji płyty znajduje się zapis koncertowy utworu Marleya, z występu na jazowym festiwalu w Montreaux (Szwajcaria) z 1990 roku.

Utwór Jamajczyka można także usłyszeć w wykonaniu zespołu rapowego. Amerykańskie trio Fugees zamieściło swoją wersję przeboju na albumie „The score” w 1996 roku. Wokalnie w kawałku udziela się Wyclef Jean, który świetnie czuje wibrację płynącą z tej piosenki. Całość została nagrana z utrzymaniem charakterystycznego, korzennego brzmienia muzyki reggae. W wersji teledyskowej, która jest jednocześnie oficjalnym remixem, gościnnie pojawia się także Stephen Marley. Nie był to ostatni kontakt syna Boba ze środowiskiem hip-hopowym, ponieważ kilkanaście lat później wspólnie z raperem o pseudonimie Nas stworzył album „Distant relatives”, będący mieszanką stylów i gatunków wykonywanych przez obu muzyków.

„No woman, no cry” to nie tylko covery zawierające własną interpretację brzmieniową i aranżacyjną. Było kilku wykonawców, którzy pod melodię kultowego przeboju nagrywali własne teksty, konstruując wariacje z wykorzystaniem elementów znajdujących się w pierwotnej odsłonie. Brazylijski wokalista i gitarzysta Gilberto Gil zaprezentował swoją wersję w języku portugalskim. Z oryginału zachował główną linię melodyczną oraz refren, umieszczając autorskie zwrotki. Kawałek nosi nazwę „Nao chore mais” i został nagrany dla brazylijskich aktywistów politycznych, którzy wrócili z banicji po zniesieniu ustawy o amnestii w 1979 roku.

Bob Marley zostawił po sobie sporo cennego materiału muzycznego. Utwór „No woman, no cry” wciąż jest wykonywany przez setki artystów na całym świecie, zarówno w wersjach studyjnych jak i koncertowych. Wszyscy muzycy dodają coś od siebie, co za każdym razem pozwala odkrywać tę piosenkę na nowo. Można śmiało stwierdzić, że ten przebój jest już nieśmiertelny i również dla następnych pokoleń będzie ważną częścią dorastania i budowania własnej świadomości muzycznej.