Pozdrowienie z lamusa

W tym artykule chciałbym przybliżyć czytelnikowi nie tyle pojedynczą piosenkę, a raczej postać, na przykładzie utworu z repertuaru tegoż autora.

„Pozdrowienie od gór” to tango Zygmunta Karasińskiego, które autor skomponował zaraz po II wojnie światowej. Sama piosenka, mówiąc językiem współczesnym, była wtedy wielkim „hiciorem” i biła rekordy powodzenia. Oczywiście na tyle, na ile taka rzecz mogła mieć miejsce w wyniszczonym przez wojnę kraju. Zostawiając na chwilę piosenkę, przypatrzmy się samemu Zygmuntowi Karasińskiemu. Polski kompozytor, skrzypek, pianista, saksofonista i pionier jazzu w Polsce, urodził siew roku 1898, czyli w czasie, gdy w Europie wielkie mocarstwa rywalizowały między sobą o posiadłości kolonialne w Afryce, a sama Polska nie istniała jako niepodległe państwo.

Jako syn „króla polskich walców”, odebrał staranne wykształcenie muzyczne. Po zakończeniu I wojny światowej, w czasie której służył w wojsku, wydał swój pierwszy utwór taneczny „Warszawa śni”. Po wojnie polsko-bolszewickiej przebywał w Niemczech, gdzie grywał w kinach i kawiarniach, by potem dołączyć do najlepszej w tamtym okresie, niemieckiej orkiestry taneczno-jazzowej amerykańskiego dyrygenta Harr`ego Spiellera.

W 1922 r., po założeniu własnego zespołu, znalazł się w Warszawie rozpoczynając w ten sposób swoją karierę. Jego piosenki wykonywane były przez największe tuzy świata artystycznego międzywojennej Polski m.in. Eugeniusza Bodo.

Jak już zostało wspomniane „Pozdrowienie od gór” zostało napisane po roku 1945. Słowa do piosenki ułożył Eugeniusz Żytomirski. Warto przez moment zatrzymać się przy tej postaci, mimo tego, iż ten artykuł skupia się na twórczości Karasińskiego. Eugeniusz Żytomirski zajmował się szeroko pojętą działalnością pisarską. Pisał sztuki, poezje, parał się również dziennikarstwem oraz tworzeniem tekstów piosenek. Osoby zainteresowane jego twórczością na pewno szybko ją odnajdą u wujka Google, który to, jak twierdzą niektórzy, posiada przymioty boskie i nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Tekst tanga jest jakby monologiem wygłaszanym przez dziewczynę, wspominającą swego ukochanego, a odbiorcą tych melancholijnych westchnień serca, jest otaczająca ją przyroda. A jeszcze ściślej rzecz ujmując, góry – Tatry. Warto wspomnieć, że to właśnie w Zakopanem, na Gubałówce, Karasiński spędził czas okupacji niemieckiej i tam doczekał końca wojny. Nie bawiąc się w żadne psychoanalizy (zwłaszcza, że brak w tej materii autorowi tego krótkiego artykułu jakichkolwiek kompetencji ), można sobie wyobrazić, iż piękne górskie pejzaże w jakimś stopniu pozwalały odetchnąć i zapomnieć o okrutnej i brutalnej rzeczywistości okupacyjnej.

W tym też upatrywałbym popularności utworu w latach powojennych. Te kilka minut, co tu dużo mówić, naiwnej i tak zwyczajnej piosenki, pozwalały mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś wróci normalność, w której na tego typu uczucia znajdzie się miejsce.

Poniżej zamieszczam kilka wersji utworu takich wykonawców, jak Mieczysław Fogg, Zbigniew Rawicz, czy też chóru Siostry Do-Re-Mi. Warto sięgnąć do innych utworów Karasińskiego, zwłaszcza, że uchodzi on za pierwszego popularyzatora jazzu w Polsce. Mam nadzieję, że udało mi się pokrótce przedstawić tak wybitną postać, jaką niewątpliwie był Zygmunt Karasiński i zainteresować kogoś tego typu twórczością, jak i repertuarem innych artystów z dawnych lat. Jest to cała gamma ciekawych indywiduów, która warta jest bliższego poznania. Możemy w ten sposób posłuchać przy jakiej muzyce bawili się nasi przodkowie i w pewien sposób odtworzyć klimat panujący w latach międzywojennych, a obecny już tylko na archiwalnych zdjęciach z tamtych lat.

Tango w wykonaniu innej legendy polskiej sceny muzycznej – Mieczysława Fogga

Wersja Zbigniewa Rawicza z roku 1948

http://staremelodie.pl/chory/9/Siostry_Do-Re-Mi Tutaj załączam odnośnik do wykonania chóru Siostry Do-Re-Mi