Dziwny jest ten świat…

 

Od niemal czterdziestu lat kolejne pokoleniowe grupy miłośników Czesława Niemena słuchają jego manifestu – „Dziwny jest ten świat” i odnajdują w nim własne nadzieje, lęki i pretensje, obarczają czasem własnymi kompleksami i stresami, oskarżając o powierzchowność lub przeciwnie – o zbytnią enigmatyczność. Czyż może być lepszy dowód, że jest to swoiste zwierciadło ich duszy? Że utwór ten dojrzewa wraz z nimi, i że upływ czasu zagęszcza siatkę jego sensów, nawet wbrew pierwotnym oczekiwaniom autora i wykonawcy? Nie sposób zresztą mówić o jednym utworze. Piosenka z debiutanckiego krążka jest zupełnie inna, niż wersja wykonywana w 30 lat(!) później podczas koncertów, a pomiędzy tymi interpretacjami nietrudno doliczyć się co najmniej sześciu innych, jakby artysta niemal na każdym zakręcie swojej drogi pragnął na nowo i w odmienny sposób rozliczyć się ze światem, właśnie poprzez ten utwór.

czeslaw-niemen

Po wykonaniu na festiwalu opolskim w 1967 roku „Dziwnego świata” jedynie młodzież z całą swą wrażliwością i świeżością poznała się na autentyzmie protestu i prekursorskim sposobie jego wyrażenia. Prawda, że część nastolatków traktowała tę piosenkę dość powierzchownie i utylitarnie, jako pretekst do – zaiste! – nieco przedwczesnej nobilitacji całego polskiego „big-beatu”, uginającego się – cokolwiek by nie powiedzieć o talencie i popularności całej fali „kolorowych” zespołów („Niebiesko-, Zielono- i Czerwono-Czarni”) – pod brzemieniem wtórności; prawda, że jej tekst zawiera trochę „niewygładzonych” metafor, które dopiero z czasem zostały nawet językowo oswojone, wchodząc do społeczno-kulturowego obiegu, jak porzekadła, a choćby i… slogany reklamowe („pyszny jest ten świat”); prawda, że i aranżacja nie jest wolna od surowej pompatyczności, lecz wszystkie te zastrzeżenia bledną wobec siły ekspresji, autentyzmu przesłania, a choćby i szlachetności intencji. Często wprawdzie jest nimi wybrukowane piekło artystycznego banału, ale tym razem dostatecznie duży ładunek oryginalności przeniósł je nad mieliznami licznych, nazwanych wyżej, niebezpieczeństw jak balon.

Młodzież odbiera sztukę na ogół intuicyjnie – czy trzeba dodawać, że i geneza pierwszego sztandarowego protestu Niemena była w znaczącej mierze intuicyjna? Na tej więc właśnie płaszczyźnie doszło do spotkania, więcej – do trwałego związku i zrozumienia. Artysta – podobnie jak wchodzący w życie nastolatek – zachowuje dziecięcą jakby wrażliwość i zdolność do „dziwienia się światu”; może się to zresztą stać pretekstem do nadużycia, którego wkrótce potem doświadczył i Niemen, po premierze krótkometrażowego filmu dokumentalnego „Sukces” Marka Piwowskiego. To drugi punkt styczny. Wreszcie zamierzona ekscentryczność, staranna ekstrawagancja ubioru i nieco wyniosły sposób bycia, które wówczas charakteryzowały Niemena, imponowały młodym. Wyświęcili go więc rychło i na długo na swego idola, darząc uczuciem intensywnym, choć ślepym. Wprawdzie ten ostatni po latach przyznał – nie bez szczypty kokieterii – że nigdy nie pragnął być idolem, a dawne ekstrawagancje, nie tak przecież skrajne, nie tylko w zestawieniu z zagranicznymi przykładami, wynikały raczej z chęci zamanifestowania własnej odrębności, prawa do autokreacji, także poza estradą. Wydaje mi się jednak, że – nolens volens – jak każdemu rozpoznawanemu na ulicy, imponowały mu trochę te objawy uwielbienia, których młodzież nie szczędziła Niemenowi już wcześniej, ale które po spopularyzowaniu „Dziwnego świata” nasiliły się po wielekroć.

496_l

Utwór był szeroko omawiany (i krytykowany!) w prasie, częściej pozamuzycznej. Doczekał się analiz językowych, a w mniejszym stopniu kompetentnego, lecz i obiektywnie sprzyjającego – choćby przez brak zacietrzewienia, charakterystycznego przynajmniej dla części ówczesnych wystąpień – rozbioru muzycznego. Jego rytmika, pełna melizmatów fraza, „czarny”, soulowy sposób artykulacji, były na naszym rynku nowatorstwem na tyle, by… móc poprzestać na ogólnikach i wykrzyknikach, rozpościerających się od zachwytu do potępienia – za „obcy”, „niezrozumiały”, „niewyszkolony” głos i sposób interpretacji, drażniący ucho przywykłe do rodzimego estradowego belcanta, za pretensjonalność sformułowań i ostrze protestu wymierzone jakoby w próżnię.

Dziwny jest ten świat,
gdzie jeszcze wciąż
mieści się wiele zła.
I dziwne jest to,
że od tylu lat
człowiekiem gardzi człowiek.

Dziwny ten świat,
świat ludzkich spraw,
czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim.
Nie! Nie! Nie!
Przyszedł już czas,
najwyższy czas,
nienawiść zniszczyć w sobie.