Like a Nun, czyli słów kilka o robieniu loda z połykiem, zakonnicy i coverach

Jedni ją kochają, drudzy jej nienawidzą. Dla jednych jest ikoną, dla drugich – służebnicą Szatana. Kim naprawdę jest Madonna? Nazywana królową popu piosenkarka Madonna Louise Ciccone jest bez wątpienia postacią nietuzinkową. Stwierdzenie wydaje się co prawda po stokroć banalne, lecz jakiejż to odpowiedzi należałoby udzielić na tak postawione pytanie? Od zawsze słynęła ona z przełamywania barier obyczajowych i kulturowych, kontrowersji i licznych skandali, a za sprawą takich utworów jak chociażby „Vogue”, „Material Girl”, „Frozen” czy „Like a Prayer” zapisała się w historii rynku fonograficznego jako jedna z najpopularniejszych artystek wszech czasów. Według Księgi rekordów Guinnessa jedynie Beatlesi, Michael Jackson i Elvis Presley zdołali prześcignąć wynik sprzedaży jej płyt, który – w zależności od cytowanego źródła – szacowany jest na grubo ponad 300, a nawet ponad 500 milionów egzemplarzy. Na próżno jednak poszukiwać w niniejszym tekście jednoznacznej odpowiedzi w tej materii. Miało być przecież o lodach…

Zwycięstwo Donalda Trumpa w wyścigu o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych wywołało wśród komentatorów oraz opinii publicznej na całym świecie szok i niedowierzanie. (Nie licząc reakcji sympatyków multimiliardera, choć zdaje się, że to pierwsze posłużyło także im za akompaniament, wtórujący wybuchom radości). Ale nie o politykowanie chodzi w tym artykule, a o muzykowanie przecież. Jak doniosły tzw. plotkarskie media (choć nie chciałbym znaleźć się w skórze badacza, który za swój cel obrałby oddzielenie tychże właśnie od nieplotkarskich), bohaterka moich rozważań stwierdziła, iż akt oddania głosu wspierającego kontrkandydatkę Trumpa osobiście nagrodzi – tu cytat – „zrobieniem loda z połykiem”. Kolejny szok i niedowierzanie? (A może wybuch radości?). Co prawda Clinton nie zwyciężyła w wyborach, więc (całe szczęście) rozważania nie mają już w tym temacie większego sensu. Na marginesie pozwolę sobie jednak dodać, że mało które medium zdecydowało się zaznaczyć, iż słowa Madonny były jedynie żartem, wypowiedzianym w trakcie show… komediowego. Ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Przecież nie pierwszy raz media i opinia publiczna zdają się nie rozumieć, co Madge (i zresztą nie tylko ona) ma na myśli. Nie wierzycie? Sprawdźmy zatem…

„Like a Prayer”. Jedno z największych dzieł Madonny. Mimo iż tytuł mógłby sugerować, że winno się ono znaleźć także na liście przebojów Radia Maryja, to okazuje się, że modlitwa niejedno ma imię.

Piosenkarka co prawda wznosi w swoim utworze modły do Boga, ale i to nie ocaliło jej przed narażeniem się na ostrą krytykę części środowisk kościelnych, konserwatywnych i prawicowych. (Tych lewicujących zresztą notabene także). Zarzucano artystce mieszanie sfery religijnej ze sferą rozrywki i seksu, Watykan zdecydował potępić utwór oraz nakręcony do niego teledysk, a sam papież zagroził Madonnie ekskomuniką i nawoływał do bojkotu włoskiego koncertu wokalistki. Jego głos został zresztą po części wysłuchany, jako że publiczna stacja telewizyjna RAI wstrzymała emisję klipu do „Like a Prayer”. W odpowiedzi Madonna postanowiła jedynie zadedykować Ojcu Świętemu koncertowe wykonanie „Papa Don’t Preach”, odcinając się przy tym od jakiegokolwiek urażania uczuć chrześcijan czy tym bardziej obrażania Jana Pawła II.

Wizja ekskomuniki nie okazała się wystarczająco skuteczną perswazją. A przynajmniej tak się może wydawać, wziąwszy pod uwagę wykonanie przez Madonnę utworu „Live to Tell” w ramach trasy koncertowej Confessions Tour. To, co jednak mnie wydaje się znamienne to fakt, że Madonna nie naruszyła tu dość delikatnej granicy między kontrowersją a lżeniem z czyichś wartości. Nie podarła Biblii, nie spaliła krzyża, lecz „przybiła się” do niego w ciernistej koronie. Czy to obrazoburstwo? Czy też akt pełen wiary i uwielbienia dla postaci Chrystusa? A może to sztuka? Wszystko to nie przeszkodziło jednak uczestnikom Europejskiej Konferencji Międzynarodowego Stowarzyszenia ds. Posługi Uwalniania, by jednym z tematów obrad w 2013 roku uczynić… praktyki satanistyczne – tu znów cytat, z jednego z egzorcystów biorących udział w meetingu – „tej pani, która się ośmiela nazywać Madonną” (bo któż by przecież miał czelność posługiwać się swym własnym imieniem?), którym rzekomo oddaje się ona podczas swoich koncertów.

Rzecz miała jednakże dotyczyć nie podstaw okultyzmu, a coverów. Kolejny z serii utworów „like a…” – tj. „Like a Virgin” okazał się nie mniej kontrowersyjny, a tyleż samo kultowy, jak „Like a Prayer”.

Scoverowało go dość liczne grono artystów: wśród nich wymienić warto m.in. Katy Perry i… Eltona Johna. Utwór wykonany został również na planie musicalu „Moulin Rouge!” oraz amerykańskiego serialu „Glee” (w odcinku „The Power of Madonna”).

Nietaktem byłoby wszakże z mej strony stworzenie nieskandalicznego i niekontrowersyjnego artykułu, traktującego w końcu o skandalistce i jej kontrowersyjnych utworach. Toteż na zakończenie pozwolę sobie wyróżnić jeszcze jeden, dość nietypowy cover rzeczonego utworu Madonny w wykonaniu… katolickiej siostry zakonnej.

Śpiewająca o przeżyciach dziewicy doznanych podczas „pierwszego razu” zakonnica, znana głównie za sprawą zwycięstwa we włoskiej edycji talent show „The Voice”, może wydawać się zjawiskiem nietypowym. Ale chyba tylko dlatego, że równie nietypowe okazuje się właściwe rozumienie przekazu i jego kontekstu. Siostra Cristina wyjaśniła bowiem, że interpretuje tę piosenkę jako dotyk… Boga, a wydany przez siebie krążek wręczyła… papieżowi Franciszkowi.

z17111277qsiostra-cristina-scucci-wrecza-egzemplarz-swojej-p
wiadomosci.gazeta.pl

tekst: Adrian Drynda, filmy: YouTube